Kiedy wreszcie te zbaraniałe spółdzielniane decydenty zaczną grzać???!!!!! Ludzie kochani, to jest skandal!!!
Przyszło złamanie pogody i w sobotę temperatura spadła poniżej 15 stopni, a od poniedziałku słupkowi termometru najwygodniej jest pod kreseczką oznaczoną liczbą 10. Zimno na dworze, zimno w mieszkaniu... Szczęśliwi posiadacze własnych domów z własnym ogrzewaniem. A ja, mieszkający
ulica_budynek_przez_mieszkanie marznę, bo komuś komitety osiedlowe zastępują rozsądek. Szukam po necie informacji o sezonie grzewczym, pytam znajomych i na dobrą sprawę wiem większe nic, niż wcześniej. Masa rozmaitych informacji, z których trudno wykminić właściwą dla mojej sytuacji. Wiem, że na zawołanie grzać powinni jeśli:
- przed kalendarzowym sezonem grzewczym przez trzy dni z rzędu temperatura powietrza na dworze wynosi mniej niż 15 stopni Celsjusza
- komitet osiedlowy zwróci się do spółdzielni z żądaniem włączenia ogrzewania
Nie wiem co o tym myśleć, bo pierwszy podpunkt nijak się ma do rzeczywistości, a drugi... (sic!) ...drugi każe wątpić w obecność rozumu w łepetynach ludzi odpowiedzialnych za ciepło w mieszkaniach kilkunastu tysięcy mieszkańców spółdzielni!
Zasada taka: jeśli jest zimno, to trzeba grzać - co nakazuje rozsądek albo komitet. Tego drugiego używa się w sytuacji, kiedy brak pierwszego. Ale tak już zupełnie z boku, to mówię Wam: w tej chwili gówno mnie obchodzi, czy się zbierze komitet i zażąda ciepła, czy po prostu do biura spółdzielni wpadnie jakiś zmarznięty choleryk i pomoże podjąć decyzję o obudzeniu panów z ciepłowni. Numer telefonu mam i po obiedzie nie zawaham się go użyć. Zimno w mieszkaniu jak cholera: człek ubrany na cebulkę, pracować się nie da, spać się nie da, wziąć prysznicu się nie da, a nawet racjonalne myślenie z trudem przychodzi. Jedna dłoń bardziej zimna od drugiej & para z pyska buchać zaczyna i nic, tylko termofor w gacie i pod kołdrę wiać.