
Może i za ten wpis zostanę zlinczowany, ale nie mogę powstrzymać się od kąśliwego komentarza na temat akcji "
Kodeks współpracy z blogerami" :) Inicjatywę oczywiście popieram, ale im dłużej się zastanawiam, co na jej temat naskrobać, tym więcej uszczypliwych komentarzy mi się nasuwa. Ot, taka moja przekora, he! Bez wazeliny napiszę więc słów kilka na temat "Kodeksu współpracy z blogerami", popierających go obywateli blogosfery, wodzących ich na pokuszenie kusicieli i wreszcie partnerów akcji. Szukających w tym wpisie sensacji ostrzegam: sensacji tu nie będzie, a jeśli czujecie nieodpartą potrzebę skonsumowania takowej, to biegusiem do kiosku po najnowszy "Fakt". Tam najnowszych sensacji nie brakuje (sprostowań do dotychczasowych również...).
O nowej akcji w blogosferze dowiedziałem się od Rava, do którego zajrzałem jeszcze przed pójściem spać. Przeczytałem
jego wpis, po czym zajrzałem na stronę KWzB, wrzuciłem ich bannerek na bloga (podstrona O blogu) i poszedłem grzecznie spać. Na stronie akcji, w formie wpisu, znajduje się lista tych, którzy udzielili wsparcia (wśród obecnych ja). Pod listą komentarze i w tychże komentarzach pobłogosławiłem wszystkich od Kodeksu, pomysł ów włączając. Dziś dostałem maila od jednego z organizatorów, któremu najwyraźniej samo błogosławieństwo nie wystarczyło. W sumie też na jego miejscu, zamiast krzyża na drogę, wolałbym dostać coś bardziej użytecznego :) W tym przypadku owym użytecznym czymś jest podlinkowanie strony akcji na blogu błogosławiącego. Podlinkowałem dużo wcześniej, ale pochwaliłem się tym panu dopiero w odpowiedzi na jego maila. Tym samym trafiłem na listę jednostek popierających całe zamieszanie.