Wyszła nowa wersja KDE - 4.1. Wielu na nią czekało, a wśród tych wielu znalazłem się i ja. Jak czekałem, tak wreszcie doczekałem się. Zainstalowałem i zabrałem się do testów. Po paru godzinach zabawy najnowszym KDE mam mieszane uczucia: ładnie, miejscami pięknie, ale w jednym miejscu tragicznie! Konqueror jest kompletnym niewypałem w tej wersji KDE i z ręką na sercu mówię: gdyby nie te jego ułomności, to już bym przesiadał się na linucha - nie z dotychczas faworyzowanym Gnomem, ale właśnie z mniej lubianym KDE. "Czwórka" ma to "coś", ma to jajo, które charakteryzuje komercyjne okienka. Brakuje jednak stabilności domyślnej przeglądarce www tegoż środowiska. Konqueror kompletnie nie radzi sobie z JavaScript: muli, sapie i się przywiesza, a jak już szybko skrypta chapnie, to bez widocznego efektu.
Poza przeglądarką wszystko działa nad wyraz przyjemnie. W stosunku do poprzedniego KDE (tego z zerem po czwórce), już gołym okiem i od samego początku zauważyć da się nowości (począwszy od powitalnego okna, gdzie bardzo ładnej animacji doczekały się ikonki ładowanych elementów systemu).
Na pulpicie rewolucja: po pierwsze można zmienić rozmiar paska i nic się przy tym nie zepsuje ;) Po drugie ikonki dostały taki bajerek, że jak się na nie najedzie kursorem, to pojawia się pasek z takim fajnym, szybkim menu: zmień rozmiar, preferencje i usuń (podobnie, jak widżety).