Pytanie za 100 punktów: gdzie są ci wszyscy, którzy na forach podniecali się czwartym KDE i składali deklaracje w stylu "Przesiadam się na KDE4 jak tylko ukaże się jego wersja stabilna". Dokładnie tak gadali linuksiarze bez względu na to, jakie środowisko graficzne dotychczas wyznawali. Ja, zwolennik Gnome, nigdy takich pierdół nie opowiadałem, ale przyznaję się do sporego zaciekawienia najnowszym KDE. Powtarzałem sobie "bez podnietki" i tak to szybko zleciało, że ukazało się (teoretycznie) stabilne KDE4 i zanim zebrałem się do przetestowania, wydano trzecią poprawkę tegoż środowiska - 4.03. Hasło "Bez podnietki" obowiązuje nadal.
Na raty, bo na raty, ale zawsze. Zainstalowałem Betę najnowszego Ubuntu, pobawiłem się trochę, pogrzebałem i jestem zadowolony, bo niczego nie zepsułem (a przypominam: kolejne dwie poprzednie wersje Ubuntu wytrzymywały ze mną nie więcej niż kilkanaście godzin :)). Najnowszy Ubuntu 8.04 ma być wersją LTS, czyli superstabilną linuksową superbestią wspieraną dłużej, niż zwykłe bestie szeregowe. Skusiłem się na spotkanie z Hardy'm po wizycie na blogu MatexCor'a, gdzie popełnił prezentację instalacji Ubuntu. Tak mi się włączyła nostalgia za Ubuntu, że prawie natychmiast zacząłem zdzierać płytkę instalacyjną. Wybrałem wersję "alternate" tj. z instalatorem tekstowym zamiast typowej LiveCD (wesołe myszo-klikanko). Tekstowy instalator z alternate do złudzenia przypomina ten z Debiana - wszak z niego zakosili ;) Pierwsza i najbardziej zauważalna różnica między ubuntowym, a debianowym widoczna jest tuż po odpaleniu: Debian wyświetla ekran powitalny z zapytaniem o chęć kontynuowania instalatora, natomiast Ubuntu odważniej prze ku instalacji. Instalator Ubuntu 8.04 różni się także od tych z poprzednich wersji tej dystrybucji (choćby 7.10) tym, że z automatu wywala listę wspieranych języków. Dalej już po staremu.Copyright © 2006-2010 Szuman
