Gdy Lepper z Giertychem wypadli za sejmową burtę, narzekałem, że z Wiejskiej będzie wiało nudą. Chyba jednak nie będzie... :) Wszystko wskazuje na to, że szykuje się inny, bardziej wyrafinowany spektakl, w którym główne role zagrają: wiecznie opanowany Donald Tusk i rozjuszony jego spokojem Lech Kaczyński. Pokora nie jest najmocniejszą stroną Kaczyńskich, co bardzo dobitnie zademonstrował Jarosław w trakcie ostatniej kampanii wyborczej. Kiedy on się szarpał, rzucał na prawo i lewo oskarżenia będące, w jego mniemaniu, oczywistą oczywistością, politycy Platformy wyróżniali się spokojem, kulturą i uśmiechem. To do reszty musiało wytrącać z równowagi prezesa PiS. Donald Tusk doskonale wie o tym, że najmniejsza iskierka wystarczy, aby spowodować wybuch w dwuszeregu Kaczyńskich, którzy wytrąceni z równowagi zrobią wszystko... aby stracić kolejnych kilka procent poparcia na rzecz Platformy Obywatelskiej :) Obecnie PO ma ponad 50% poparcia, a PiS ledwo 20%, z sondażu na sondaż Platformie rośnie, a PiS-owi spada. Teraz zanosi się na wielką bitwę: bitwę o polską dyplomację, bo Lechowi Kaczyńskiemu w głowie się nie mieści, że polityka zagraniczna jest domeną rządu. Jakby tego było mało, szefem MZS został Sikorski, którego bracia Kaczyńscy najwyraźniej nie lubią. Dopóki jeden bliźniak prezydentował, a drugi premierował, było wszystko jedno, kto odpowiada za politykę zagraniczną. Jednak nieoczekiwanie, z winy układu, oligarchii, szatana i marsjan PiS przegrał wybory. Co robić? Jak to co: okopać się w pałacu prezydenckim, zmontować alternatywę dla MSZ i dalej, na arenie międzynarodowej, kopać Niemców i Rosjan.
Ciąg dalszy "Prezydent w defensywie"