Zabierać Artystom i Karać Słuchaczy (w skrócie ZAiKS) wie lepiej, niż sami muzycy. Ostatnio wokół ZAiKS-u rozpętała się kolejna burza po tym, jak jego inspektorzy zażądali kasy za utwory artystów, którzy za publiczne odtwarzanie ich muzyki żadnych opłat nie chcą. Inspektorzy ZAiKS-u okazali się być nad wyraz troskliwymi ludźmi, bo wzięli pod uwagę też taką możliwość, że autorzy wolnej muzyki mogą chcieć kiedyś zmienić sposób licencjonowania swoich utworów i zrezygnować z darmochy na rzecz hajsu. Idiotyzm, bowiem dla wydanych już utworów licencji nie można zmienić, a w przypadku utworów, które jeszcze nie powstały, sprawa jest otwarta.
A ja może teraz tak nieśmiało spytam: na co, za przeproszeniem, idzie kasa z praw autorskich nieżyjących już artystów? Co z ich pieniędzmi? ZAiKS za tą kasę kupuje im znicze? Poleruje nagrobki? A może zamawia msze za ich dusze? Jeszcze jedną rzecz chciałbym wiedzieć: jaki procent ceny płyty stanowią haracze i daniny na rzecz takich szeryfów, jak np. ZAiKS, a ile sami muzycy dostają?
Ciąg dalszy "Łotry! Niegodziwcy! Krwiopijcy!"