Są takie momenty i miejsca, dla których powinno się wydrukować i powiesić na widoku tabliczkę z napisem "no laughing". Są takie miejsca w czasie i przestrzeni, w których śmiech jest zbrodnią, za którą się karze. Taką właśnie zbrodnię popełnił belgijski prezenter, Eric Hartman, prowadzący w ichniejszej telewizji ichniejsze "Rozmowy w toku". Program pt. "Boemerang", w pechowym dla gospodarza odcinku, poświęcony był ofiarom błędów lekarskich. Gośćmi zaproszonymi do studia była kobieta, której lekarz uszkodził kręgosłup i facet, któremu podczas operacji migdałków uszkodzono struny głosowe. Perfidnie, ale śmiałem się razem z nim, bo będąc na jego miejscu też miałbym problemy z zachowaniem powagi, a gdy pod koniec filmiku poprosił o głos kogoś z publiki, to monitor splułem ;) Doskonale faceta rozumiem, taki śmiech pali od środka i nic nie można zrobić. O ile zdarzy się on dziecku przystępującemu do pierwszej komunii czy nowożeńcom podczas uroczystości ślubnej, to jeszcze pikuś, ale ten prezenter przesrane ma. Tak to już jest, gdy w nieodpowiednim miejscu i czasie ogarnia człowieka wesołość, a im bardziej chce się nad nią zapanować, tym silniejsza się ona staje. Wiele takich sytuacji pamiętam, kiedy zatykałem usta, śmiech uciekał nosem, a z oczu płynęły łzy ;) Ale bez jaj, wtopę facet nieludzką zaliczył i współczuję i jemu, i gościom jego programu.
Ciąg dalszy "Śmiech, który niszczy karierę"