Gdyby nie burczenie w moim brzuchu, to jutro media donosiłyby o nocnej eksplozji na jednym z dębickich osiedli, a ta eksplozja byłaby przyczyną braku nowych wpisów na mym blogu :) Nie zwykłem rozpisywać się o swoim życiu prywatnym, ale czas teraz zrobić wyjątek - tak dla potwierdzenia tej reguły. Jeśli ma to być osobista historia, to niech będzie z morałem (z przekazem, jak kto woli), a co :) Ja, człowiek z założenia roztropny, od czasu do czasu też krytykujący głupotę i brak rozwagi u innych, sam mogłem nieumyślnie spowodować wybuch gazu (gwoli sprawiedliwości już zbeształem sam siebie). Niewiele brakło, myślę, że pewnie za kilkanaście minut moja kuchnia wyleciałaby w powietrze. Zaczęło się od tego, że w środku nocy zachciało mi się (nie pierwszy raz o tej porze) frytek. Postanowiłem pomysł wcielić w życie i gdy tak sobie te ziemniaczki obierałem, sięgając po kolejne do szafki pod zlewozmywakiem, ramieniem ocierałem się o rurę. Pomyślałem: a czemu by nie przeczyścić tych rur "Kretem"? (dla tych, którzy nie wiedzą, czym jest: Kret, to takie hardkorowe granulki, raczej niejadalne). Gdy wreszcie moje frytki w stanie surowym znalazły się w tłuszczu, poszedłem upewnić się, że wspomniany Kret jest w posiadaniu naszego gospodarstwa domowego. Znalazłem go, więc nastawiłem gar wody. Z czajnika zrezygnowałem, bo zbyt małą pojemność ma, a ja zamierzałem przeczyścić nie tylko kuchenny zlewozmywak, ale też domowe centrum zdrowia i urody (czytaj: wannę i umywalkę).
Ciąg dalszy "Jak wysadzić dom w powietrze"