Jakby to powiedzieć... jestem antygadżetowy. No, ale gadżet gadżetowi nierówny, bo co innego zbędny bajer, a co innego przydatne pieroństwo :) Swego czasu miałem na pasku monitor systemu, ale to takie nijakie było. Postanowiłem zainstalować sobie Gdesklets - takie gadżety na pulpit dla środowiska Gnome. Zależało mi na podglądzie procka, pamięci i sieci. Pomysł wcieliłem w życie, zainstalowałem z konsoli Gdeskletsa, ale ten zastrajkował i nie chciał się uruchomić. Wnerwił mnie, bo co to niby ma znaczyć? W lekarza się bawi? Przeinstalowałem toto, ale dalej nadaremnie mogłem klikać sobie w menu - ani drgnie. Wkurzyłem się i odpaliłem z konsoli: zaskoczył, ale mnie, bo wystartował w salwie jakiś errorów, których nie chciało mi się czytać. Jak nie łyżką, to widelcem - ściągnąłem paczki i powierzyłem je GDebi Package Installer'owi, by z jego pomocą zainstalować.
Ciąg dalszy "Gdesklets nie uruchamia się?"