Kilka lat temu, czyli na długo, zanim zainstalowałem pierwszą dystrybucję GNU/Linux, znałem tylko trzy nazwy: Mandrake, Suse i Debian. Mandrake miałem (wersja 10.1), "Susła" polecał mi kumpel, ale nie skorzystałem, zaś o Debianie marzyłem. Wiele słyszałem o jego bezpieczeństwie, stabilności itd., a największe wrażenie zrobiła na mnie wiadomość o uptime'ie maszyny z Debianem: ponad 4 lata. Na Mandrake się sparzyłem (Lilo rozwalił mi MBR), ściągnięcie Suse nie wchodziło w grę, bo długo dysponowałem łączem 128 Kbps. W zeszłym roku zamówiłem płytki z Ubuntu, dystrybucją opartą na Debianie. Prawie jak Debian. Prawie robi różnicę. Wczoraj zainstalowałem drugą wersję testową Debiana Etch :)
Ciąg dalszy "Pierwsze spotkanie z Debianem"