Nie wiem jak w innych miastach, ale u mnie Dyngusa nie było. No, nie licząc kilku dzieciaczków biegających z sikawkami „kaczuszkami” (:D), „żabkami” itp. Fakt, spałem do obiadu, ale później byłem w kościele, po mszy poszedłem do kumpla (nawet on mnie nie przywitał dzbankiem wody ;) ) i w sklepie, ale nigdzie nie spotkałem nikogo z wiadrem, workiem czy butlą z wodą. Czy „Śmigus Dyngus” to kolejna świąteczna tradycja zabita przez noFoczesnych? Jeśli tak, to winnych nietrudno znaleźć.
Ciąg dalszy "Co z tym dyngusem?"