Tak sobie myślałem, czy by nie zhandlować mózgu jakimś naukowcom, którzy go sobie wezmą, gdy wyciągnę kopyta. Po śmierci mózg i tak do niczego mi nie będzie potrzebny, a kasa za życia się przyda :) Tylko jest jedno ale: jeśli nie będą mogli się doczekać mojej szarej masy, to o wypadek nietrudno...
Nogi czy ręki nie ma sensu sprzedawać, bo jak będą chcieli, to i tak sobie wezmą. Cóż, życie... A mózgu nikomu nie przeszczepią. Na pewno są jakieś podmioty, które skupują takie sprawy... Wziąć armię prawników i interes można zaklepać... Tylko gorsza sprawa, jeśli kilka dni po transakcji jakiś gaz wybuchnie albo coś w tym stylu. Różnie to bywa, wypadki chodzą po ludziach, kiedy ktoś cierpliwością nie grzeszy.
Ciąg dalszy "Mózg na sprzedaż"