Jak zwykle po przeczytaniu książki Stephen'a King'a mam ten dylemat: na którym miejscu na swojej Top 10 umieścić dopiero co przeczytaną powieść? Od której była lepsza, a od której słabsza? Ciężka do rozstrzygnięcia kwestia, podobnie jak ta, czy Stephen King ma większy talent czy fantazję. Jedno jest pewne: lektura jego książek nie jest stratą czasu. Ma chłop pisane. Król horroru. "Cmętarzowi zwieżąt" na pewno należy się miejsce na podium, ale które? Drugie? Trzecie? Bo na pierwszym niezagrożenie króluje "Lśnienie".
"Cmętarz zwieżąt" z pewnością należy do najlepszych dzieł Kinga. Jak pozostałe :) No, może poza "Workiem kości" - druga połowa tej książki opornie mi wchodziła.
"Cmętarz zwieżąt" - leśne cmentarzysko piesków, kotków, papużek i królików. Cmentarzysko zrobione przez zrozpaczone dzieci, które nie mogły pogodzić się ze śmiercią swoich pupili. Nie będę opowiadał, o czym jest dopiero co przeczytana przeze mnie książka. Przeczytajcie sobie, ja powiem tylko tyle, że WARTO!
Powstała ekranizacja tejże powieści, ale na tle książki z pewnością jest ona do dupy. Nie oglądałem, ale jestem przekonany. Ciężko bowiem przekazać na ekranie treść pisanego dzieła sztuki. Wiele powieści z kartek papieru trafiło na ekrany i w każdym przypadku z podobnym (mizernym) skutkiem. "Christine", "Lśnienie", "Carrie" i inne – gdybym najpierw obejrzał film, to książki nie chciałoby mi się czytać. Znałbym zakończenie.
Magia książek polega na tym, że to nasza własna wyobraźnia, według wskazówek pisarza, maluje nam świat przedstawiony. Nie zaś, jak to ma miejsce w filmach, ekipa filmowców z reżyserem i scenarzystą na czele. Za to właśnie kocham książki - nie e-book'i - ale te prawdziwe książki: namacalne i pachnące.
W filmie mamy gotową interpretację, natomiast podczas czytania sami, według własnych upodobań, malujemy miejsca akcji i bohaterów. Są tacy, jakich jesteśmy w stanie sobie wyobrazić i zaakceptować: czasem nie mają twarzy, tylko włosy i oczy koloru podanego przez autora. To często wystarcza i nie ma niczego, co mogłoby rozpraszać. Ilekroć oglądałem film na podstawie książki, którą wcześniej przeczytałem, stwierdzałem, że bohaterzy nie wyglądają tak, jak w książce. Podobnie otoczenie. Z resztą... słowa uznania dla producentów filmów opartych o wielkie powieści: słowa uznania nie za efekt końcowy, ale za odwagę, że podjęli się takiego wyzwania.

popieram w całej rozciągłości! niewiele czytam, najczęściej po kilka stron do poduszki żeby zmęczyć oczy i łatwiej zasnąć. Ale gdy już zbliżam się końca czytanej powieści, to nocy potrafię nie przespać, byle tylko dokończyć czytanie. Nikt nie lubi przecież przerw w najciekawszych momentach.
Z racji tego, że lubujesz się w horrorach, podsunę Ci (na wypadek, gdyby brakło powieści Kinga) innego autora. Jest nim John Farris, pisze wyśmienicie i geniuszem wcale nie ustępuje Stephenowi Kingowi. Szczerze polecam.