W głośnikach (do dupy to krakowskie nagłośnienie) mówili o dwudziestu pięciu minutach, a skład przyjechał po kilkunastu. Mówili wyraźnie "czas opóźnienia może ulec zmianie" i wystarczyło sobie do tego dodać fakt, że maszyniście też zależy na punktualności i zrobi wszystko, aby zniwelować ten poślizg. Takie dodawanie daje prosty wynik: czas opóźnienia się zmniejszy o tyle, o ile to możliwe. Czemu więc ludzie w takich sytuacjach myślą, że skoro spóźnia się 25 minut, to spóźni się jeszcze bardziej?
Jeśli odruchowo można myśleć, to tak właśnie pomyśleliśmy. Wszystkie przedziały były zajęte, więc staliśmy sobie na korytarzu, blisko przedziału konduktorskiego. I chyba w Brzesku była zmiana konduktorów, którzy przekazywali sobie informacje. Wyraźnie słyszałem jak babka mówiła "Do Krakowa nadrobił siedem minut, w Dębicy powinien być planowo". I chyba był, bo nie pamiętam, aby z głośników mówili "
opóźniony pociąg pospieszny...". Tak przy okazji polecam przeczytać
Wspomnienia maszynisty :)