Ale tylko w kwestii mundurków szkolnych. Inne jego pomysły.. no cóż, nie przemawiają do mnie, choć może z czasem i do nich się przekonam... chociaż wątpię. Pożyjemy, zobaczymy. Póki co podoba mi się pomysł wprowadzenia jednakowych wdzianek dla uczniów.
Nie mam zamiaru nikogo przekonywać do swoich racji. Najbardziej podoba mi się argument, który dotyczy wyeliminowania różnic i podziałów na tych lepszych i gorszych, pod względem zamożności rodziców, rzecz jasna. Na jednym biegunie są dzieciaki z bogatych rodzin, którym nierzadko w głowach się przewraca, a na drugim biegunie są dzieciaki z najbiedniejszych rodzin, które jeszcze bardziej zaszywają się w poczuciu mniejszej wartości. Nie jestem pedagogiem, socjologiem ani psychologiem, ale tak mi się wydaje.
Tak czy inaczej w krajach bardziej rozwiniętych (np. Japonia) szkolne ciuszki są praktykowane i co? I okazuje się, że szkolne mundurki wcale nie są antycznym wymysłem antycznych belfrów, bo przecież Japonia to światowa potęga gospodarcza i nie tylko. Z resztą nasi rodzice żyli w czasach szkolnych wdzianek, ja sam pamiętam chałat i przyszytą (lub dopinaną) do niego tarczę z nazwą i patronem szkoły. I jakoś nikomu to wtedy nie przeszkadzało, wierzcie mi! Uczeń wyglądał jak uczeń, prosto po szkole szedł do domu, gdzie mógł już zrzucić z siebie to szkolne ubranie. Nikt nikomu nie kazał cały dzień paradować w tych fartuszkach (dziewczęta) czy chałatach w przypadku chłopców.
Jakaś ta dyscyplina była, kończyło się te szkoły, a z czasem, z każdym młodszym rocznikiem obserwowałem większą chamotę. To prawda. Młodzież nigdy nie była święta z punktu widzenia dorosłych, ale i ci dorośli kiedyś byli młodzieżą i też “grzeszyli”. Ale taka dyscyplina w szkołach jednak uczyła jakiegoś szacunku do miejsca, okoliczności, ludzi wyżej postawionych. Ale świat się zmienia. System szkolnictwa też.
Odbiegnę teraz od tematu, ale moim skromnym zdaniem stworzenie gimnazjów to głupi pomysł: dziecko zamiast w spokoju przygotowywać się do edukacji w liceach czy technikach, musi rozglądać się za nowym miejscem nauki na okres trzech lat, w którym po okresie aklimatyzacji zaczyna się się wyrabianie pozycji w środowisku (nierzadko i chyba najczęściej przez szpan), a gdy w końcu się wszystko dogra, to koniec gimnazjum i czas na trzy lata liceum. A gdzie miejsce na naukę? Pomijam już fakt, że wielu czternastolatków cenne godziny, które można przeznaczyć na naukę, traci na dojazdy do szkoły i później do domu (tak, niektórzy gimnazjaliści do szkoły mają wiele kilometrów, a autobusy nie jeżdżą co 5 minut pod sam dom). Cóż, pewnie trzeba było napędzić koniunkturę na nowe podręczniki, bo stare, jednakowe były zbyt często kserowane lub odkupywane od starszych roczników. Bo po co były te gimnazja potrzebne? Jeśli nie wiadomo o co chodzi...
wierzysz w to, ze jak dzieciaczki beda jednakowo ubrane w "gorseciki od giertycha", doprowadzi to do "wyeliminowania różnic i podziałów na tych lepszych i gorszych, pod względem zamożności rodziców, rzecz jasna"??!!
a ZAWARTOŚĆ PLECAKA GDZIE??
dzieciaczki owszem, beda jednakowo ubrane, ale kto zmusi bogatego dzieciaka, do tego, zeby przynosil takie samo sniadanie do szkoly jak jego biedniejsi koledzy (o ile wogole ci je przynosza:])
nieudolna proba "naparwienia polskiej mlodziezy" = mundurek.
no paranoja jakas..
marcin, nie wierze, ze TY wierzysz w uzdrowicielska moc mundurkow..?? :P
a powolywanie sie na japonie..
no wybacz.. ich sila tkwi nie we wdziankach, tylko w pracowitosci :]
Jednak nikt z ubozszych na klasowym zdjeciu lub na szkolnym korytarzu nie bedzie musial sie wstydzic swoich ciuchow marki abibos przy oryginalnym adidasie tych zamozniejszych, no i koniecznosc noszenia jednakowych wdzianek nie zaszkodzi nauce dyscypliny. Tak ja to widze
cos na zasadzie "ok, wdzianka mamy takie same, ale ja i tak jestem lepszy/a mam wiecej, tym samym lepiej.."
sztuka jest wychowac dziecko w taki sposob, zeby sie NIE WSTYDZIŁO tego, ze jest biedne, tylko robilo cos w kierunku tego, zeby z tej biedy sie kiedys wygrzebac
a w przypadku kiedy "mam" wychowac tak, zeby to "mam" podzielic na dwa, albo wiecej, w sensie takim, zeby nauczyc dzieciaka dzielic sie.
nie tylko sniadaniem, ale tez zabawkami, czy ladniejszym kolorem farbki plakatowej na plastyce..
zdjecia ze szkoly zostaja, owszem, ale zostaje tez cala masa wspomnien.. to, ze wdzianka beda w takim samym kolorze, nie znacza, ze wspomnienia beda tak samo kolorowe :]
Wygladamy jak jebane smerfy!!!
W takich sprawach zawsze będzie różnica między "biedniejszymi" a "bogatszymi", co wcale nie znaczy, że Ci pierwsi są gorsi.
Pozdrawiam
2. dzieciaki i tak będą modyfikować swoje mundurki :)
3. Żeby nie było, jestem za: mundurki to nie tyle kwestia wyrównania w kwestiach materialnych co kwestia bezpieczeństwa i pewnego prestiżu, byleby były to porządne ciuchy, a nie jakieś 'fartuchy'
:D
...no i mundurki :x
Niemniej zgodzę się, że mundurki są potrzebne Pracowałem jako belfer przez kawałek czasu i widziałem jaka przepaść zieje pomiędzy bogatymi i biednymi. Wiem, że mundurki nie wywołają jakiejs nagłej fali egalitaryzmu i solidarności, ale może dadzą jakąś podstawę pod takowe...