Z całkowitą rezygnacją z Windowsa poczekam do zapowiadanej na kwiecień przyszłego roku premiery Ubuntu 7.04 Feisty Fawn. Brak pełnego wsparcia dla mojej karty dźwiękowej w Ubuntu 6.06 zmusił mnie do ponownego zainstalowania Windowsa. Choć na Ubuntu miałem niemal wszystko, co w Windows, to brak pełnego wsparcia dla Creative Sound Blaster Live 24 Bit okazał się być zbyt bolesny. Prawda, sterowników nie brakowało, wszystko działało, ale jak działało, to szkoda mówić.
Działało żeby działać. Mikrofon nie działał, dźwięk był, żeby być, akceleracja grafiki masakryczna... Najnowsze Ubuntu ma być wyposażone w zamknięte sterowniki, których brakowało w wersjach 6.xx i mam nadzieję, że dźwięk będzie w pełni obsługiwany. Bo bez działającego na Linuxie mikrofonu nie obejdzie się! Może popróbuję w międzyczasie inne dystrybucje, ale nie obiecuję sobie zbyt wiele, gdyż bardziej multimedialna Mandriva również nie posiada pełnego wsparcia dla mojej karty...
Windowsowych programów do nagrywania też nie zastąpi żaden z linuxowych, ale nie martwi mnie to, ponieważ u siebie chcę mieć jedynie możliwość nagrywania wokali do podkładów i podstawowej obróbki, którą zapewnia mi AudiaCity. Ja chce tylko słyszeć, jak świeży tekst leci z bitem i to spokojnie mogę na Linuxie robić – pod warunkiem, że mikrofon będzie działał. A póki co nie działa.
Tak więc zmuszony byłem wydzielić Windowsowi całe 3 GB ( :D ) miejsca na dysku, bo wciąż systemem nr 1 jest Ubuntu ;-) Windowsa włączam tylko, gdy chcę coś nagrać i ewentualnie obejrzeć filmik wymagający jakiegoś ekstremalnie rzadkiego kodeka, którego nie mam (i nie wiem skąd/jak zainstalować) w Ubuntu.
Nie mając możliwości nagrywania – nie nagrywałem. Nie pisałem, dużo mniej ćwiczyłem, aż wreszcie całkiem się zmuliłem. Z resztą nie będę się o tym rozpisywał, ale nic optymistycznego :( W końcu Draqu nagrał do ściągniętego bitu kawałek, jedną zwrotkę. Wkręcił mnie ten numer do tego stopnia, że nie wiedziałem nawet kiedy zabrałem się za instalowanie Windowsa. Zainstalowałem, skonfigurowałem i... odechciało mi się wszystkiego. Zacisnąłem zęby, wmusiłem się do napisania trzech wersów, nawinąłem je kilka razy, a później to już było z górki: kilkanaście na lajcie zmajstrowanych wersów nagrałem w zupełnie nowym (dla mnie) stylu i... nowe siły we mnie wstąpiły ;-) Może na weekendzie nagramy z Draqu'iem ten kawałek razem u niego w MS.