Wczoraj w wielu miastach odbyła się druga tura wyborów samorządowych. Dopiero po dogrywce stołki zostały obsadzone. O tak, nienawidzę polityki, polityków i wszystkich tych mechanizmów funkcjonowania państwa, jakie przyszło mi poznać. Albo to nasze pokolenia mają takiego pecha, albo tak to wyglądało zawsze i najlepiej by było przenieść się kilka epok wstecz, by żyć spokojnie i nie być robionym przez nikogo w chuja.
Kto wygrał wybory?
Oczywiście jeden z kandydatów. Dostał ten stołek prezydenta/burmistrza i będzie brał wynagrodzenie kilkakrotnie przekraczające średnią krajową. Ile zrobi dla swojego miasta tyle zrobi, ale zawsze coś. Jeśli zrobi więcej od poprzednika, to ma bardzo duże szanse na kolejną kadencję. Gorzej, jeśli zrobi mniej, niż od niego oczekiwano.
Kto przegrał wybory?
Wyborcy. Największymi przegranymi są wyborcy, którzy w przeważającej liczbie przypadków muszą wybierać z dwojga złego, nierzadko głosując na kontrkandydata tego, którego nie chcą widzieć na stanowisku włodarza miasta. I tak co cztery lata wybieramy najlepszy spośród przypadków zgłoszonych do wyborów: bo jak inaczej nazwać polityka bez charyzmy, z bagażem przekrętów, lokalnego biznesmena, którego firma (znajomi też) wiele razy skorzysta z przywilejów, jakie daje jego stołek w ratuszu?
Burmistrz z zawodu
Moim zdaniem powinien się zmienić sposób myślenia ludzi. Ile razy głosujemy na pana, który ma ten sklep i rozdaje biednym bułki albo tego, który ma głowę do interesów? Dlaczego burmistrz/prezydent miasta musi być osobą związaną od zawsze z regionem, w którym ma kandydować? Dlaczego nie może to być fachowiec z zewnątrz? Fachowiec, który do zawodu polityka przygotowywał się latami. Fachowiec, który wie za co pieniądze bierze. Fachowiec, który będzie posiadał wszystkie, powtarzam: wszystkie umiejętności, jakie winien posiadać polityk. Nie tylko niektóre z nich – częściowo-przypadkowo-niejasne. Dlaczego wciąż wierzymy w patriotyzm i powołania tych urzędasiów, którzy co kadencję odstawiają te same cyrki? Przed końcem każdej kadencji zaczyna się lament, że tego i tego nie zrobili, tyle pieniędzy z zewnętrznych funduszy przepadło, tylu inwestorów przeszło obok robić interesy z sąsiednim miastem, gminą czy powiatem.
Człowiek przygotowywany do zawodu polityka: strateg i socjolog, ekonomista i prawnik, profesjonalista w każdym calu bez lokalnych układów i układzików – moim zdaniem to jest kandydat na najwyższe stanowisko w urzędzie, do którego kandyduje. Studia na polityka powinny być tak ciężkie, aby tylko nieliczni je kończyli. To by byli politycy, a nie jakieś przypadki z życia codziennego: kucharze, elektrycy, rolnicy itd. itd. Leo Beenhakker dał najlepszy dowód na to, że w Polsce nie trzeba być Polakiem, patriotą, by odnosić sukcesy. Bo sukcesy już ma na swoim koncie: dwie historyczne wygrane zawodnikami, z których jego poprzednicy ponad połowy nie wzięliby do kadry. Na stanowisku powinien być człowiek, który wie, za co bierze pieniądze i zna się na fachu, a nie który bierze pieniądze „przy okazji”, a robi coś, bo myśli, że tak dobrze. Niech wyborcy nie muszą wybierać z dwojga złego, ale niech sami zatrudniają człowieka, który ma gospodarzyć w ich mieście. Niech te nasze podatki przestaną być haraczem, a staną sie inwestycją, która się zwraca i pozwala jeszcze więcej inwestować. Wiem, marzenia... ale do spełnienia.