Nie wiem, co wymaga posiadania większych jaj: napisanie i opublikowanie tego tekstu, czy uczestnictwo w szopce połączonej z festiwalem kiczu, zwanej przez niektórych „tradycją”, a mającej z nią tyle wspólnego, co
implanty firmy PIP z prawdziwymi cyckami.
Napiszę wprost: jeśli mnie lubisz, to nie zapraszaj mnie na swoje wesele! Nie każ mi cierpieć i nie marnuj mojego czasu, który chętnie spożytkuję na tysiące innych rzeczy. Nie mów „ale będziemy się bawić”, bo kompletnie nie rozumiem tego przekazu.
Zabawa kojarzy mi się ze spontanem, z wolnością i brakiem sztywnych ram, a żadne „tradycyjne” wesele do tej definicji nie pasuje. Gośćmi musieliby być ludzie w podobnym wieku, o takich samym zainteresowaniach i podobnym stylu bycia – wtedy można by wykręcić coś fajnego. Ale „bawić się” według ustalonego wcześniej, kilkunastogodzinnego scenariusza? To nie dla mnie! Aha, zależy ci na mojej obecności! Chcesz, bym był i byśmy mogli uczcić twoją radość? Nie ma sprawy! Spotkajmy się w innym terminie, w barze, w domu albo w plenerze i wznośmy toasty! Na weselu prawdopodobnie nawet mnie nie zauważysz, nie stuknę się z tobą co toast kieliszkiem, nie będziesz miał czasu, by siedzieć, śmiać się, wspominać (o ile jest co).
Naprawdę nie muszę patrzyć na twój wyjątkowy dzień. To, że na co dzień jeździsz fordem, a do ślubu zawiozą cie wołgą, nie jest niczym szczególnym. Ty się możesz czuć wyjątkowo, bo wcześniej takim wehikułem nie jechałeś, ale co po tym mi – jednemu z wielu gości weselnych?
Jadąc wołgą, warszawą, cadillakiem, czy innym weselnym pojazdem, wcale nie wyróżniasz się z tłumu nowożeńców. „Twój” cadillac przez lata co tydzień woził innych nowożeńców i kolejne sezony spędzi w taki sam sposób. Jedźcie do ślubu w lektyce przyczepionej do słonia – wtedy pogadamy o wyjątkowości środka transportu.
Na obiad chętnie zjem coś na swój gust i w porze, w której mój żołądek mnie o to poprosi. Nie widzę niczego fajnego w siadaniu przy stole na komendę i późniejszym czekaniu na jedzenie. Pół biedy, jeśli lokal nie jest przeładowany, a kuchnia nie jest zbyt mała i wszyscy zaproszeni goście w miarę w jednym czasie dostaną ten sam posiłek i w równym stopniu dogotowany. Ale czekanie na pierwsze danie, kiedy nowożeńcy kończą drugie...